„Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” – Michał Witkowski
„Dresowi chłopcy” i „węglowe panienki”, soczyste wulgaryzmy i wiele innych ciekawych, ciętych powiedzonek – i przy tym nie ma cienia szans, by proza Michała Witkowskiego nie utkwiła w sposób szczególny w pamięci. Nie ma też możliwości, by prozy tej w minimalnym stopniu chociaż nie pokochać - za kwiecisty styl, za tak bliską sercu potoczność, za niebywały kunszt przelewania na papier poczynionych w świecie obserwacji… Wierny prawdzie czytelnik to wszystko potrafi docenić!
„Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” to dzieło w całości oparte na wesołej gawędzie pana Huberta – mężczyzny wcale nie pierwszej młodości, wciąż jednak uparcie pielęgnującego w sobie w sposób wyjątkowo tkliwy osobowość dziecka. Jego urocze spostrzeżenia, kierowane do wirtualnego, prawdopodobnie w ogóle nieistniejącego odbiorcy, niejednokrotnie wzbudzają na przemian pożałowanie, a po nim jakieś dziwne współczucie, jak również rozbawienie, z którego to stanu ciężko jest powrócić do stanu stoickiego spokoju. Cały ten komizm potęguje fakt, że pan Hubert, zwany przez otoczenie Baśką, jak kobieta się też nieco zachowuje. Jego „ciepłe” stosunki ze swoimi „zgodzonymi chłopcami” nie pozostawiają wątpliwości, że to człowiek o gołębim sercu. Aż nie pasuje do niego rola krętacza, naciągacza i oszusta… Siłą rzeczy czytelnik – mimo wszystko – wybacza mu wszystkie niedoskonałości, a i z pewnością znalazłby się niejeden, który z chęcią zastawiłby coś w lombardzie pana Huberta. Nieważne, czy lodówkę, czy przepalone żelazko, bo Baśka R. znana jest przecie powszechnie z hojności, iż przyjmuje wszystko, a potem zamienia te towary na parę groszy, które następnie zamieniają się w butelkę z mniej lub bardziej przezroczystą cieczą, a ta po jakimś czasie w rzeczy samej znika, więc ostatecznie nie zostaje z tego nic. Ale co fanty lichwiarz ma, to ma… Takie, że może je sobie śmiało oglądać w nocy, podniecać się i cieszyć nimi niczym najlepszymi skarbami.
Styl pisania, jakim operuje Witkowski, jest zdecydowanie tym, który trafia do mnie najbardziej i z którym mogłabym się utożsamić. Choć już nieco wcześniej pozytywnie zaskoczyło mnie „Lubiewo”, tak „Barbara…” jeszcze bardziej spotęgowała moją sympatię dla tego pisarza. Mało tu akcji, więcej oryginalnych, niejednokrotnie wziętych z kosmosu dygresji i retrospekcji, lecz właśnie te sprawiają, że współcześnie mało może być Witkowskiemu równych, jeżeli chodzi o trafność rozmaitych spostrzeżeń, a jednocześnie opisanie ich w taki sposób, by nie dość, by nie zanudziły, to jeszcze na dłużej zagnieździły się w świadomości czytelniczej. W tym akurat autor „Lubiewa” jest nieomal mistrzem. Najbardziej pozytywnym jednak aspektem jego twórczości jest chyba to, że nigdzie nie przepycha się z jakąś konkretną ideologią, z jakimś życiowym morałem, którego chciałby bronić jak lew, do ostatniej kropli krwi – raczej jest to opowieść o niczym, funkcjonująca trochę jako jeden wielki żart, całe dzieło wzięte w duży cudzysłów. Witkowski raczej nie chce traktować swoich czytelników jako półgłówków, którzy może przypadkiem zechcieliby fabułę jego powieści potraktować jednak serio – sądzę, że wręcz przeciwnie - wciela się tu w rolę równorzędnego partnera, który chce się tym wszystkim bawić razem z nimi. Na pewno nie chodzi tu jednak wyłącznie o zabawę – wszak wiadomo, że dzięki niej człowiek jest w stanie nauczyć się najwięcej. I tak oto, dla nas, „dzieci MTV”, którzy nie pamiętamy czasów komuny, obserwacje na temat nędznego prozaizmu życia w głębokim PRL-u mogą okazać się naprawdę ciekawe i dużo wnoszące do stanu naszej obecnej wiedzy. Oczywiście wszystkie okraszone są naprawdę wybornym sarkazmem, który na każdym kroku wypływa na powierzchnię i aż bije po oczach, co też funkcjonuje tutaj jako doprawdy świetny, jedyny w swoim rodzaju zabieg. Wszechobecna w książce ironia i zachowany zdrowy dystans autora do wykreowanego przez niego świata przedstawionego – to główne filary, na których oparte są niezniszczalne mury niebywałego talentu tego młodego pisarza.
Rewelacyjny, choć specyficzny, bo nierzadko czarny humor, niebanalność rozmaitych stwierdzeń, wplatanie elementów gwarowych (niejednokrotnie szczerze obśmianych), totalny misz-masz w kwestii chronologii zdarzeń (jeżeli o takowej w ogóle w przypadku „Barbary…” można mówić), a także nieustanna walka narratora z odbiorcą o to, kto powinien przejąć dowodzenie w tej grze – jednym słowem: absolutny „odjazd”, powiew świeżości, czyli coś, czego już dawno na rynku wydawniczym nie było!
INFORMACJE O KSIĄŻCE:
Michał Witkowski, „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej”, W.A.B, Warszawa 2007.
MARTA AKUSZEWSKA
Added by marta August 13, 2010 (9:22PM)
This article hasn't been commented yet.
Have a comment? Please
register
Loading
Uważasz że ciekawe, kontrowersyjne? Umieść link na Twojej stronie, blogu.
Wystarczy skopiować poniższy kod (Ctrl+C aby skopiować)