Samotność wśród przyjaciół („René” – Chateaubriand)
René, po nieudanej wędrówce po rozmaitych miejscach na mapie Europy, a także przeżyciu niespełnionej, bo skażonej, grzesznej, kazirodczej miłości, nie mogąc nigdzie osiąść na stałe, dociera do Ameryki Północnej, do stanu Luizjana, gdzie postanawia tymczasowo pozostać. Trudno jednak orzec jednoznacznie, w jakim celu wstępuje on w szeregi indiańskiego plemienia zamieszkującego te tereny – prawdopodobnie przecież z góry jest święcie przekonany o tym, iż i tu nie zabawi długo. Żony, którą poślubił, wcale nie kocha. W całym tym tłumie odnajduje on jednak dwie pokrewne dusze, tj. osoby, które wyruszają z nim na odległą włóczęgę po to, by wysłuchać historii życia młodzieńca. By dowiedzieć się, dlaczego nie potrafi on odnaleźć nigdzie swego szczęścia, poczucia spełnienia. Tymi osobami są: ślepy sachem Szaktas oraz misjonarz Suel. I choć każdy z nich posiada zupełnie inne usposobienie – ten pierwszy jest łagodny, pobłażliwy, zaś drugi – krytyczny, stwarzający wokół siebie aurę obiektywizmu – to jedno pozostaje pewne: obaj są przywiązani w jakiś sposób do René, chociaż ten jakby ze strachu przed bliskością z drugim człowiekiem usilnie stara się zniszczyć te braterskie więzi, uciekając do własnego wnętrza. Obaj też pragną nieść mu pomoc i ukojenie, ale jednocześnie szanują jego odmienność i chęć trzymania się na uboczu. Czego najprawdopodobniej nie dostrzega sam René, a co ewidentnie wskazuje na prawdziwą przyjaźń ze strony tych dwóch starców wobec niego, to przede wszystkim brak nachalnych interwencji godzących w jego prywatność. Akceptują oni bowiem w pełni świadomą alienację i skrytość przybysza z Europy, o którym praktycznie nic nie wiedzą. Choć powinien być dla nich tak naprawdę obcy, to w gruncie rzeczy – jedynie na podstawie obserwacji jego zachowań i wybitnie melancholijnego usposobienia – wyciągają ku niemu pomocną dłoń, proponują szczerą rozmowę, zrzucenie z siebie ciężaru wszystkich przykrości i doznanych porażek życiowych, lecz co ważne – nigdy go do tego nie zmuszają! Czekają cierpliwie, aż on sam nabierze ochotę na jakiekolwiek zwierzenia. Kiedy więc nastaje taka chwila, pokornie i bez protestu udają się z nim w odludne miejsce, aby posłuchać jego niewiarygodnej historii. Wszystko więc dzieje się na wyraźną prośbę René, za jego zgodą, gdyż niezrozumiałe dla otoczenia cierpienie oraz głęboko skrywana tajemnica prawdopodobnie przepełniają jego duszę na tyle, iż czuje się on niemalże w obowiązku wyznać prawdę, z kim przyszło członkom plemienia tak naprawdę obcować. Wie, że naraża się w ten sposób być może na odrzucenie z ich strony lub nawet oddalenie go od siebie, lecz mimo wszystko opowiada wszystko z taką dozą emocji, aby wzbudzić w swych towarzyszach politowanie, by niejako wytłumaczyć się z tego, dlaczego czuje taką nieustanną rozpacz.
Zapewne niemałe zdziwienie powoduje w René reakcja ojca Suel, który przy jednoczesnym utożsamieniu się z odczuwanym przez młodzieńca cierpieniem, również nie odmawia sobie krytyki pod jego adresem. Jest w tym surowy i mało pobłażliwy, ale najwyraźniej bardzo sprawiedliwy i obiektywny. Jego rady są jednakże nieodzowne dla tak młodego człowieka, jakim jest René – przede wszystkim dotyczące tego, iż mając jeszcze „całe życie przed sobą”, powinien on jak najszybciej odnaleźć właściwy dla siebie cel, by się jemu móc całkowicie poświęcić. Starzec nie potrafi bowiem przełknąć jego bezczynności i – jak można wnioskować – absurdalnej chęci ściągania na siebie nieszczęść i goryczy tylko po to, aby dalej móc pogrążać się w rozpaczy i mieć ku niej nieustannie powody. Budzi to z pewnością niemały paradoks – René jednocześnie nie zgadza się ze swoim smutnym losem, ale z drugiej strony – robi niewiele w tym kierunku, aby cokolwiek zmienić na lepsze, czyli niejako pragnie pozostawać w swym beznadziejnym stanie bytowania, aby dla siebie samego wciąż wzbudzać litość. Właśnie tego typu sprzeczności i alogiczność w postępowaniu zarzuca przybyszowi z Europy ojciec Suel. Nie robi tego jednak po to, aby zadrwić z odczuwanego przez niego cierpienia – jest bowiem w stanie mu współczuć w tej materii, jednakże z pewnością pragnie nadać nowy kierunek działaniom i myślom swego melancholijnego towarzysza. Potwierdza to więc poprzednią tezę, iż René zaiste znalazł się w dobrych rękach, pośród przyjaciół. Miał on ich już dużo wcześniej, jednak prawdopodobnie dopiero teraz, w chwili wyjawienia im swego szczętnie skrywanego sekretu, może dostrzec tego prawdziwą wartość. Jednak czy tak się stanie?
W tym przypadku przyjaźń pomiędzy René a innym człowiekiem można uznać za w pełni czystą, mającą uzdrawiającą moc. Być może dzięki niej młodzieniec odnajdzie siebie i dostrzeże wiele elementów życia, których wcześniej nie brał pod uwagę. To jednak tylko luźne przypuszczenie, nie można bowiem ręczyć za tak wielką, nagłą metamorfozę bohatera, być może jest to tylko przelotna chwila szczytnego uniesienia i zbratania się z bliźnimi.
Tego samego nie można bowiem powiedzieć na temat stosunków łączących René z jego siostrą Amelią. Nie jest to czysta przyjaźń, ma ona swoje zupełnie inne podłoże, z pewnością nie należy uznawać ją za równie bezinteresowną. Bohater lokuje w Amelii swoje uczucia, które zostają odwzajemnione, jednak tylko i wyłącznie rozsądek i silna wola dziewczyny pozwalają zapobiec katastrofie – czyli rozwojowi kazirodczej, skażonej miłości. Nietrudno jednak domyślić się, dlaczego René zakochuje się akurat w niej, a więc w członkini swej rodziny, pomimo tego, iż odbył wiele podróży w rozmaite miejsca w Europie i z pewnością mógłby poznać inne kobiety. Co do Amelii posiada bowiem pewność, iż jest jego pokrewną duszą, ma podobne spojrzenie na świat, na ludzi, na poezję, identyczne zainteresowania i formy spędzania wolnego czasu. Wie to, gdyż obcuje z nią od dziecka: „Amelia otrzymała od natury coś niebiańskiego: dusza jej miała te same niewinne powaby, co ciało; słodycz jej uczuć była wręcz nieskończona; umysł jej był samą tkliwością i marzeniem; można by rzec, iż serce jej, myśl i głos, jak gdyby wzdychały zgodnie; miała lękliwość i czucie kobiety, czystość i harmonię anioła”.
Można więc pokusić się o dosyć ryzykowne, ale być może trafne stwierdzenie, iż René widzi w Amelii po prostu swe lustrzane odbicie, pragnie więc pojednać się z osobą będącą niemalże taką samą jak on. Potwierdza to zatem egoizm młodzieńca, który siebie samego uważa za „nadczłowieka”, a rozumowanie to przypieczętowuje jedynie scena na szczycie Etny, z którego René spogląda na „mały” (w jego odczuciu) świat i czuje się jego panem, przez co stawia siebie jakby na równi z samym Bogiem. Bohaterowi zatem niepotrzebny jest człowiek, z którym nie znajdzie żadnej wspólnej płaszczyzny swego jestestwa, zdecydowanie bardziej woli iść na skróty i pożądać własną siostrę. Czy pod kątem seksualnym? Trudno orzec, jednak na pewno tylko i wyłącznie przebywanie ze swoim „lustrzanym odbiciem” w mniemaniu René jest dla niego gwarantem osiągnięcia pełni szczęścia na świecie, w którym czuje się nieprzystający do ogółu, od którego najchętniej chciałby się oderwać. Dopóki jednak musi w nim fizycznie trwać, chciałby wybrać dla siebie możliwie najprostszą drogę. Nie szuka żadnej innej pokrewnej duszy, wystarcza mu Amelia, jednak kiedy pewnego dnia ona znika z jego życia – nie może znaleźć dla siebie miejsca. Jego „ból istnienia” coraz bardziej się pogłębia, a on sam w swym egoizmie doprowadza siebie na skraj rozpaczy. Szuka ucieczki w rozmaitych podróżach, lecz nic nie daje mu zapomnieć o jego samotności. Tak pojmowana przez niego samotność jest ewidentnie wyrazem jego swoistej megalomanii – René z góry zakłada, że nie ma na świecie istoty, z którą mógłby się pobratać, znaleźć wspólny język. Czuje się zatem wywyższony sam przed sobą i sam dla siebie – kiedy więc wpierw dowiaduje się, iż Amelia ma zamiar resztę życia spędzić w klasztorze i w tym celu składa odpowiednie śluby, a później – przebywając już pośród indiańskiego plemienia – dociera do niego wiadomość o śmierci siostry, wydaje mu się, iż jego samotność sięga właśnie apogeum, że nie może spotkać go już nic gorszego, że nigdzie nie ma na świecie jakiejkolwiek pokrewnej dla niego duszy, która mogłaby go w pełni rozumieć.
Zaślepienie to i celowe dalsze pogrążanie się w smutku sprawia, iż René nie dostrzega wokół siebie bardzo istotnych rzeczy. Nie widzi, że w jego najbliższym otoczeniu (mowa tutaj właśnie o Szaktasie i Suelu) są istoty, które potrafią odkryć, że młodzieńca coś ważnego trapi, ze swej pełnej życzliwości pragną mu pomóc, ulżyć w cierpieniu. Stąd René prawdopodobnie nie pojmuje z samego początku, kiedy spotyka się z tak ostrą dezaprobatą ojca Suel dla jego egzystencji, dlaczego zamiast mu współczuć, starzec go krytykuje, w jego mniemaniu zapewne podobny jest on przez to do reszty świata, bo nie rozumie nieszczęśnika – motywów, jakie nim kierowały. W gruncie rzeczy jednak Suel jest zaiste jedyną istotą, która staje tak naprawdę po stronie René – nie chce go pozostawić samemu sobie, nie wystarcza mu, iż dowiedział się prawdy o jego życiu. Pragnie czegoś więcej – przywrócić go do normalności i w całym swym postępowaniu jest zupełnie bezinteresowny, żywi autentyczną sympatię do młodzieńca.
René po przybyciu do Ameryki Północnej w dalszym ciągu przeżywa swoją samotność, jednak tak naprawdę pozostaje w kręgu przyjacielskim. Niestety przez długi czas żyje w nieświadomości, że przebywa wśród życzliwych mu osób, dopóki dopóty nie postanawia uzewnętrznić się przed nimi. Czy owo doświadczenie pozostanie jednak dla René owocne, czy pozwoli mu dostrzec prawdziwą oczyszczającą moc przyjaźni? Być może dzięki temu rozpozna on zupełnie inny wymiar bytowania z innym człowiekiem, które nie polega na brataniu się tylko ze swymi „lustrzanymi odbiciami”, z osobami, które będą wyłącznie przytakiwać i zachowywać się podobnie. Bardzo możliwe więc, że właśnie takiej pokrewnej duszy jak Suel (ewentualnie Szaktas, choć ten w dużo mniejszym stopniu) przez całe życie potrzebował René, lecz tego wcześniej nie potrafił dostrzec. Takiej, która potrafi nie tylko współczuć, kiedy wypada, ale także powiedzieć parę słów prawdy, wyciągnąć na powierzchnię, rzeczowo skrytykować, nakazać usensownić odczuwane przez kogoś cierpienie – i to wtedy, kiedy trzeba.
MARTA AKUSZEWSKA
Added by marta August 13, 2010 (9:42PM)
This article hasn't been commented yet.
Have a comment? Please
register
Loading
Uważasz że ciekawe, kontrowersyjne? Umieść link na Twojej stronie, blogu.
Wystarczy skopiować poniższy kod (Ctrl+C aby skopiować)