„Mit Tristana” – Denis de Rougemont
Denis de Rougemont dopatruje się fenomenu miłości w literaturze nie w jej wersji „dopełnionej”, ale właśnie w tej, która jest zarówno źródłem pasji, jak i cierpienia głównych bohaterów. Taka miłość jest według niego ciekawsza i – patrząc również z perspektywy czytelnika – atrakcyjniejsza w odbiorze. Zainteresowanie erotyzmem, który dzieje się gdzieś poza nami, nawet jeżeli jest on zmyślony przez jakiegoś twórcę, de Rougemont tłumaczy jako
ucieczkę poza życiową przeciętność. Zwraca uwagę również na inny bardzo ważny aspekt – we wszelkiej namiętności dostrzega się na pierwszym miejscu pasję i upust swoim ukrytym pragnieniom, dopiero na dalszym planie cierpienie wynikające z owej namiętności i miłosnej pasji. Przyjęło się jednak powszechnie uważać, że dla niej warto cierpieć, dlatego miłość uporządkowana, zamknięta w swoim świecie, a więc zamknięta także na wszelkie uniesienia i pokusy – jest dla czytelników po prostu nużąca, zwyczajna, prozaiczna.
De Rougemont utożsamia namiętność z cudzołóstwem, w którym to zawsze kryje się grzech, jednak taka niebezpieczna gra, która w każdej chwili może wyjść na jaw, to właśnie ona przyciąga jak magnes i trudno się od niej definitywnie uwolnić. De Rougemont podsumowuje więc: czytelnicy domagają się miłości skażonej, grzesznej, sprofanowanej, lecz otwarcie się do tego nie przyznają. Stawia zatem pytanie, czy wina leży po prostu w ustanowieniu przez tradycję chrześcijańską instytucji małżeństwa, czy winni są niewierni kochankowie, którzy bez względu na okoliczności i tak dopuściliby się zdrady.
W pierwszym przypadku – gdyby odpowiedzialność za popełnienie grzechu cudzołóstwa zrzucić na samą instytucję małżeństwa, wówczas należałoby sądzić, że partnerów do zdrady posuwa właśnie ich stan cywilny, który ich prowokuje do złych zachowań, dopiero wtedy czynią to z premedytacją i swoistą desperacją, zaś w przeciwnym razie do owego cudzołóstwa by nie doszło.
Najsłynniejszym europejskim mitem cudzołóstwa jest według de Rougemonta powieść
Tristan i Izolda – jako potwierdzenie tezy, że nic nie smakuje lepiej aniżeli ten najbardziej zakazany owoc. Mit Tristana nie ma być zatem wielkim dziełem literackim, a po prostu sposobem życia, tj. w tym konkretnym przypadku
schematem związków mężczyzny z kobietą w danej społecznej sytuacji historycznej (...) w XII i XIII wieku. Mit jest rzeczą niezbędną, aby poddać głębszej analizie wszystko to, co pozostaje poza zasięgiem naszego rozumu i życiowego doświadczenia. Mit musi mieć w sobie coś tajemniczego, a jednocześnie musi odnosić się do zjawiska o uniwersalnym charakterze, nieograniczonego w czasie ani w przestrzeni, a więc aktualnego również i dzisiaj.
De Rougemont odwołuje się do historii – małżeństwo w XII wieku było formą ekonomicznego kontraktu, który pozwalał na wzbogacenie się i zagarnięcie znacznego majątku. Kiedy tylko sprawy nie układały się pomyślnie, wówczas rozstawano się, starając się jednocześnie o unieważnienie sakramentu przez Kościół – tłumacząc decyzję o oddaleniu się od siebie zbyt bliskim stopniem pokrewieństwa.
W
Tristanie i Izoldzie, pomimo różnych sprzeczności w toku narracji, de Rougemont dopatruje się autentycznej realizacji motywu szaleńczej, wręcz obłąkanej namiętności, która prowadzi do zguby. Namiętności oczywiście pozamałżeńskiej, a więc przyciągającej niczym magnes.
De Rougemont stawia dość odważną tezę, że Tristana i Izoldę wcale nie połączyła miłość, a ich intymna bliskość zrodziła się przypadkowo, po wypiciu napoju dla małżonków, by obudzić w nich dawne, niekiedy uśpione uczucia. Uważa ponadto, że
tym, co kochają, jest miłość sama w sobie, sama zdolność kochania. Bohaterowie lubią być utwierdzani w przekonaniu, że uczucia drugiej osoby są szczere, sami jednak nie chcą się w to w jakiś szczególny sposób angażować. I co więcej – gdy przebywają ze sobą, żar miłości wygasa, na powrót zaś zostaje on wzniecony wtedy, gdy tylko kochankowie oddalają się od siebie. Stąd też konieczność takiej konstrukcji wydarzeń, by było w niej miejsce na naprzemienną rozłąkę, jak i powroty Tristana i Izoldy, co generuje w czytelniku nieodparte wrażenie, iż nieustannie coś się dzieje, że choć jest to namiętność z całą pewnością przeklęta, to zaiste bardzo ekscytująca, porywająca, a wręcz odrywająca – chociaż na moment – od prozaiczności naszego codziennego życia.
MARTA AKUSZEWSKA
Added by marta August 13, 2010 (9:00PM)
This article hasn't been commented yet.
Have a comment? Please
register
Loading
Uważasz że ciekawe, kontrowersyjne? Umieść link na Twojej stronie, blogu.
Wystarczy skopiować poniższy kod (Ctrl+C aby skopiować)