"Poemat dla zdrajcy" –K. I. Gałczyński (próba interpretacji)
Poemat dla zdrajcy został opublikowany przez Gałczyńskiego w 1951 roku jako swoista „odpowiedź” na odważny i dość mocno kontrowersyjny – w owym czasie – krok innego polskiego poety, Czesława Miłosza, jakim było opuszczenie ojczystego kraju. Fakt ten wstrząsnął opinią publiczną, przez co dobre imię Miłosza od tej pory niejednokrotnie bywało niszczone i zdeptane. W procesie tym wziął udział również sam Gałczyński.
Poemat dla zdrajcy jest wierszem o dość luźnej kompozycji i skonstruowanym wedle nieostrych rygorów delimitacji tekstu. A zatem pojedyncze wersy występują w nim przeważnie w postaci zdań, zgodnie więc z zachowaniem zasad interpunkcji, lecz nie brakuje również przerzutni, które niejako rozbijają „każdą jedną myśl na dwie części”. Wiersz ten mógłby także funkcjonować jako piosenka, z wyraźnie zarysowanym refrenem:
A ty jesteś dezerter. / A ty jesteś zdrajca. Strofy są różnej długości – począwszy od dwóch wersów, na czternastu skończywszy; ich budowa wewnętrzna także jest zróżnicowana – w niektórych wersy składają się z pojedynczych słów (mrok / pleśń / strach), w innych zaś zbliżone są do konwencji luźnej gawędy, „zalewu wyrazów” (
tu mój dom, w nim kos mój gwiżdże, drze się).
W
Poemacie… niemalże roi się od apostrof, czyli bezpośrednich zwrotów do adresata, którym – w zamyśle Gałczyńskiego, co też zostało natychmiast właściwie odczytane – miał być właśnie Czesław Miłosz. Emigracyjny Miłosz, który postanowił opuścić ojczyste gniazdo i poszukać szczęścia w świecie. Dla Gałczyńskiego tego okresu, „barda komunizmu”[1], był to objaw zdrady i tchórzostwa. Stąd też pomysł na realizację utworu iście ironicznego, bynajmniej jednak nie żartobliwego.
Poemat dla zdrajcy to w gruncie rzeczy wiersz poważny i chyba raczej smutny, choć – prawdopodobnie na całe szczęście – pozbawiony patosu, wzniosłych słów i silenia się poety na „guru poetyckiego Parnasu”. Brakuje mu moralizatorstwa, lecz momentami bywa on bezlitosny w ocenach. Ponadto owa bezlitosność zdaje się być momentami krzywdząca, niezupełnie obiektywna, niczym spojrzenie na jedną stronę medalu, bez dostrzeżenia także jego odwrotu. Jednym słowem: Gałczyński stawia tutaj siebie niejako w roli sędziego, który posiadł monopol na posiadanie racji i jedynej, niepodważalnej prawdy. Jest to jednak sąd, w którym brakuje pełni mądrości i prawa, albowiem nikt nie udziela głosu samemu oskarżonemu. Z góry jest on bowiem skazany na karę, gdyż i jego wina jest niezaprzeczalna. A gdzie świadkowie? Gdzie obrona?
Jakie zarzuty stawia więc Miłoszowi Gałczyński? Wedle poety-ironisty za tak srogi czyn, jakim było opuszczenie Polski okrytej „sowieckim płaszczem”, spotka „niegodziwca” odpowiednia „rekompensata” w postaci braku płodności artystycznej, jako że za granicą trudno jest zebrać myśli, a przede wszystkim czerpać pełnymi garściami z weny twórczej, stąd spod jego pióra padają drastyczne wyroki:
A tyś myślał, że ci będzie lepiej, / a tyś myślał, że lutnia to sklepik, / z którym można koczować przez bruki - / byle tylko chleb i piżama - / tak, mój panie, nowojorski kramarz / rozumuje na temat sztuki. Z drugiej jednak strony używa nazwy geograficznej „Rawenna”, co Stanisław Vincenz natychmiast skojarzył z Dantem, tego zaś z mistrzostwem kunsztu poetyckiego. Zaczął zastanawiać się zatem, czy pod przykrywką dezaprobaty i szydzenia nie ukrywa się rzeczywista pochwała Gałczyńskiego dla pióra Miłosza. Poruszył ten temat z samym zainteresowanym, użył wręcz określenia „mrugania” do adresata, lecz – jak piszą Anna Bikont i Joanna Szczęsna – Miłosz nigdy nie miał pewności
co do dobrych intencji Gałczyńskiego[2].
Gałczyński posuwa się do licznych porównań, głównie do swej własnej osoby. Siebie zatem porównuje z samym Miłoszem, lecz na tym tle ten drugi wypada dosyć niekorzystnie, jako że jest przecież wedle poety „zdrajcą”, siebie samego porównuje nawet do Jana Kochanowskiego z Czarnolasu, stawiając go na piedestale za całokształt biografii i twórczości. Nie odmawia mu co prawda wielu podróży po Europie, ale sądzi, że te go jedynie rozwinęły i zmotywowały do tego, aby zakosztowawszy „wielkiego świata”, mógł osiąść w swoim spokojnym domu, pośród rodziny, ptaków, drzew i ciszy, a dzięki temu i pisać kolejne znakomite utwory. Gałczyński uważa więc siebie też niejako za kontynuatora tej sielskości, podług maksymy:
wsi spokojna, wsi wesoła. Sam siebie mianuje piewcą mazurskich krajobrazów, cudów natury:
Lasy moje olsztyńskie,/ jeziora mazurskie, / sianokosy i śniegi, co je dzik zakrwawią, / dziękuję wam za wszystko i pięknie pozdrawiam. Wynika stąd również, iż przedmiotem uwagi podmiotu lirycznego w Poemacie… jest także przyroda, jako mocno „uwspółcześnione” przekształcenie myśli przewodniej utworów „ojca polskiego renesansu”, tj. Kochanowskiego. Gałczyński podchodzi jednak do tego w sposób dość luźny, z dystansem – nie operuje bogatą metaforyką, wszystko wydaje się w jego wierszu proste, tak jasno wytłumaczalne, nieskomplikowane. Jak „równy z równym”.
Czytając wiersz, trudno jednak nie wysnuć hipotezy, jakoby Gałczyński chociażby w minimalnym stopniu zazdrościł swemu koledze po fachu możliwości podróżowania po świecie – oglądania pięknych budowli, fontann i innych miejsc, znanych mu z kart historii tudzież podań i legend:
„Architektur świetliste drżenia / jak w myśl i światło rozrosła złota gałązka,
róże z Pestum - które znam tylko ze słyszenia /
(opowiadała mi o nich Anna Żeromska); /
i ten gwarny blask oklep na chmurze, /
i ten laur, co go zefir rusza - /
i Rawenna, i znowu róże /
(takie same jak za Owidiusza); /
i fontanny rzymskie, i ich woda, /
Palermo i Taormina: /
cały ten kram chętnie oddam /
za jeden liść polskiego dzikiego wina".
Miłosz, zapytany przez Annę Bikont oraz Joannę Szczęsną, całościową wymowę utworu skomentował w sposób następujący:
Ten poemat jest dość przekonujący. Gałczyński zużytkował stary chwyt: „lepsze polskie gówno w polu, niźli fiołki w Neapolu” (…)[3]. Czy jednak pod maską tejże żartobliwości nie kryje się odwzajemniona uszczypliwość? Trudno nie oprzeć się temu wrażeniu, mając na uwadze fakt, że niedługo po opublikowaniu
Poematu dla zdrajcy Miłosz „odpłacił” Gałczyńskiemu pięknym za nadobne, umieszczając jego sylwetkę w
Zniewolonym umyśle, ubierając go w „kostium” jednego z bohaterów.
PRZYPISY:
1. Jerzy Ossowski,
Pozdrowienia dla czarodzieja,
, Kraków 2005.
2. A. Bikont, J. Szczęsna, Umysł niezniewolony, czyli Czesław Miłosz mówi „nie”. W: tychże, Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu, Warszawa 2006, s. 195.
3. Ibidem, s. 196.
OPRACOWANIE: MARTA AKUSZEWSKA
Added by marta March 23, 2010 (4:53PM)
This article hasn't been commented yet.
Have a comment? Please register
Loading
Uważasz że ciekawe, kontrowersyjne? Umieść link na Twojej stronie, blogu.
Wystarczy skopiować poniższy kod (Ctrl+C aby skopiować)